Neapol podczas mojego wyjazdu poznawałem nie tylko w odwiedzając muzea, kościoły i pałace. Twarz miasta zobaczyłem po prostu po drodze. Z metra albo autobusu szedłem pieszo do miejsc, które chciałem odwiedzić, a na ulicach trudno było patrzeć wyłącznie przed siebie.
Ulice Neapolu są zatłoczone, głośne i pełne życia. Samochody, skutery, stragany, sklepy wychodzące niemal na chodnik, pranie rozwieszone między kamienicami i ludzie przeciskający się w wąskich uliczkach tworzą krajobraz, którego nie sposób pomylić z innym włoskim miastem. Do tego dochodzą rzeczy mniej przyjemne: sterty śmieci czy miejsca, w których swoje prowizoryczne barłogi urządzili migranci.


Ale wystarczyło rozglądać się trochę uważniej, żeby zobaczyć także zupełnie inny Neapol. Na ścianach budynków i przy ulicach pojawiają się niewielkie kapliczki. Czasem jest to obraz świętego umieszczony w kamiennej oprawie, ze świecami i śladami codziennej troski mieszkańców. Religijność jest tutaj obecna nie tylko we wnętrzach kościołów.

Obok świętych pojawia się jeszcze jedna postać – Diego Maradona. Jego wizerunek zobaczysz na muralach, flagach, transparentach, koszulkach i pamiątkach. W niektórych miejscach trudno oprzeć się wrażeniu, że dla wielu neapolitańczyków jest niemal świeckim świętym.

Oczywiście swoje miejsce ma również SSC Napoli. Flagi i klubowe barwy wiszą nad ulicami, na balkonach i nad sklepami. Piłka nożna nie kończy się tutaj wraz z ostatnim gwizdkiem meczu. Jest częścią miasta, podobnie jak kapliczki, skutery i wąskie uliczki historycznego centrum.

Właśnie takie obrazy zapamiętałem ze spacerów po Neapolu. Nie szukałem ich specjalnie. Widziałem je po drodze, idąc z przystanku do muzeum albo z metra do katedry. I właśnie wtedy najlepiej poznaje się ulice Neapolu.

