Książka Via Flaminia. Opowieści z Umbrii, której autorem jest Bartek Kieżun, ukazała się nakładem Wydawnictwo Czarne. Czekając na moją tegoroczną podróż do Włoch z ciekawością sięgnąłem po tę lekturę. Dzięki autorowi przeniosłem się do pięknego regionu Italii, który już wcześniej odwiedzałem. Dowiedziałem się, jak wiele jeszcze mam do odkrycia.
Bartek Kieżun to dziennikarz i podróżnik, który jest znany z przewodników kulinarnych takich, jak „Italia do zjedzenia” czy „Neapol. Łakomym okiem”.
Tym razem zabiera nas w podróż po Umbrii, która stała się dla niego drugim domem, bo właśnie tam zamieszkał w Italii.
Moje refleksje po lekturze „Via Flaminia”
Osią książki jest Via Flaminia, czyli wymyślona przez Gajusza Flaminiusza Neposa droga przecinająca Półwysep Apeniński ze wschodu na zachód. Jak przeczytałem, to właśnie przy Via Flaminia położone są najważniejsze umbryjskie miasta. Bartek Kieżun wspomina, że „w tym regionie wszystkie opowieści zaczynają się od tej drogi albo się na niej kończą”.
Książka ma ponad 350 stron i bardzo dobrze mi się ją czytało, bo autor podzielił ją na 43 opowieści. Mogłem więc sięgnąć po książkę, przeczytać kilka rozdziałów i zostawić sobie kolejne na następny dzień. To pozwoliło mi smakować poszczególne historie, niezależnie od tego, czy dotyczyły kupowania domu w Umbrii, freskach Pinturicchia czy zbierania dzikich szparagów.
Bartek Kieżun ze swadą i okiem do szczegółów opowiada zarówno o tajemnicach produkcji umbryjskiej oliwy, odwiedzanym kościele Santi Terenzio e Fidanzio i znajdującej się tam kolumnie, jak i historii sklepów z kiełbasą.
Te opowieści czytałem z przyjemnością, a jednocześnie dowiadywałem się nowych rzeczy o Umbrii. Autor podpowiada. że wiele kościółków jest w rękach prywatnych i są udostępniane do zwiedzania kilka dni w roku. Pisze też dlaczego warto spróbować rocciatę, czyli ciasto przypominające strudel z czekoladą. Zaskoczyła mnie też informacja, że nazwy zdecydowanej większości miast we Włoszech są rodzaju żeńskiego.
Autor zadbał też o praktyczną stronę swojej książki. Podaje wiele szczegółów, które mogą pomóc w planowaniu swoich podróży – gdzie zaparkował, jak nazywała się kawiarnia, do której wstąpił albo gdzie znajdowało się wejście do zabytku, które początkowo przegapił.
To, czego nieco zazdroszczę Kieżunowi, to możliwość dostosowania się do włoskiego sposobu udostępniania atrakcji turystycznych, dzięki mieszkaniu w Umbrii. Jeśli autor dowiadywał się o ciekawym wydarzeniu, to szybko podejmował decyzję i jechał. A skąd się dowiadywał?
Bartek Kieżun spotkał na swojej drodze wiele życzliwych osób, które stały się dla niego przewodnikami po Umbrii. Podziękował im za to, czyniąc te osoby kolejnymi ważnymi bohaterami książki, a spotkania i rozmowy z nimi dodatkowo ubarwiają „Via Flaminia”.
Jeśli chcesz poczuć umbryjskie klimaty, poznać miasta i miasteczka skupione przy Via Flaminia oraz dowiedzieć się więcej o historii, sztuce i ukrytych perełkach tego włoskiego regionu, to polecam książkę Bartka Kieżuna.



