Triest, czyli nigdzie to książka walijskiej autorki Jan Morris, wydana w serii Sulina przez Wydawnictwo Czarne. Morris opisuje Triest w takie sposób, że poznajemy jego historię, architekturę, otoczenie geograficzne oraz sławnych mieszkańców i tych, którzy zawitali do tego miasta na chwilę lub na dłużej. Co ważne, robi to w sposób niezwykle ciekawy, więc przez cztery wieczory przenosiłem się do Triestu i dawałem się ponieść opowieści.
Książka Triest, czyli nigdzie nie jest przewodnikiem, ale czytając ją trafisz na konkretne ulice, place, mola i sprawdzisz, czy istnieją jeszcze opisane kawiarnie lub hotele.
Nie jest to również klasyczną historią miasta, choć mocno osadza Triest w dziejach monarchii austro-węgierskiej, powrotu do Włoch, faszyzmu i opowiada o losach miasta po II wojnie światowej.
Nie jest to również książka biograficzna, ale przez jej kartki przewijają się znani pisarze (m. in. James Joyce i Italo Svevo), władcy czy przedsiębiorcy.
Nie jest to też pamiętnik, choć opisuje wieloletnie związki Jan Morris z Triestem.
Właśnie to połączenie tematów spowodowało, że eseje Jan Morris czytałem z zaciekawieniem i powodowało, że z chęcią wracałem do lektury następnego dnia. Z pewnością siłą tej książki jest język. To zasługa zarówno autorki, jak i tłumacza, którym jest Jarek Westermark.
Triest jest często omijany podczas podróży do Włoch, bo leży daleko lub „nie po drodze”. Sam dotarłem tam tylko raz w czasie moich wizyt w Italii na przestrzeni 30 lat. Autorka tak to opisuje:
Triest zdaje się zawsze trafiać w miejsce zagięcia mapy, albo znikać w którymś z jej rogów. Z resztą Włoch łączy go jedynie wąski pas brzegowy, mający najwyżej kilka kilometrów szerokości. Poza nim ze wszystkich stron napierają na miasto terytoria słowiańskie: granica Słowenii znajduje się osiem kilometrów od jego ścisłego centrum, a Chorwacja leży raptem szesnaście kilometrów na południe. (…) Triest to w istocie osada na końcu wyrastającego z zachodniej Europy cypla, bodącego wzburzone wody Bałkanów.
Druga składowa książki, która przykuła moją uwagę to powiązanie miasta z historią i pokazanie jego rozkwitu, kiedy to Triest został głównym portem śródziemnomorskim monarchii Habsburgów, potem jego marginalizacja, kiedy wrócił do Włoch, a następnie poszukiwanie nowego pomysłu na Triest po II wojnie światowej. Z pewnością jedną z osób tego nowego Triestu był opisany w książce burmistrz Riccardo Illy, którego nazwisko wiele osób kojarzy z marką kawy. I nie jest to przypadek, bo Riccardo Illy należał do rodziny producentów i dystrybutorów kawy, a firma Illy do dziś jest potężnym filarem triesteńskiej gospodarki.
Jako autor przewodnika „Monte Cassino i okolice. Szlakiem 2 Korpusu Polskiego” ze zdumieniem odkryłem związki z Triestem gen. Bernarda Freyberga. W 1944 roku korpus nowozelandzki pod jego dowództwem walczył w bitwie o Monte Cassino, a generał Freyberg był jednym z inicjatorów zbombardowania klasztoru i miasta Cassino, więc w Lacjum nie jest miło wspominany. Inaczej wygląda jego odbiór w okolicach Triestu. Brytyjski generał wybrał zamek Miramare na swoją siedzibę pod koniec II wojny światowej. Dowodzone przez niego wojska doszły aż do Triestu, przyjęły kapitulacje garnizonu niemieckiego i nie dopuściły do wejścia komunistycznej partyzantki jugosłowiańskiej wgłąb Friuli.
Oprócz historii i ludzkich losów, czytelnik znajdzie w książce Triest, czyli nigdzie opowieści o budynkach i budowlach w Trieście: dotrze do Obelisku, obejrzy Fontannę Czterech Kontynentów i dowie się dlaczego molo nosi nazwę Audace.
Czytelnik, który lubi książki poświęcone włoskim miastom i poszukuje innych miejsc niż Wenecja, Rzym czy Florencja, może śmiało sięgnąć po książkę Jan Morris o Trieście. Polecam


