Moje refleksje po lekturze książki „Po włosku. Jedzenie, miłość i codzienność w stylu la dolce vita”, której autorką jest Maria Pasquale.
Kiedy sięgam po książki o Włoszech, zwykle pojawiają się w mojej głowie wspomnienia. Byłem w Italii kilkadziesiąt razy. Pierwszy raz pojechałem tam w 1997 roku i od tamtej pory regularnie wracam. Mam swoje ulubione miasta, trasy, dania i napoje. A jednak wciąż przyjeżdżam tam jako turysta albo podróżnik. Mogę obserwować, porównywać, zachwycać się i opisywać, ale moja perspektywa pozostaje perspektywą człowieka, który do Włoch wraca, a nie mieszka tam na co dzień.
W przypadku Marii Pasquale jest inaczej. Autorka książki Po włosku. Jedzenie, miłość i codzienność w stylu la dolce vita, wydanej przez Znak Koncept, urodziła się w Australii, ale jej włoskość nie zaczęła się od podróży do Italii. Maria Pasquale jest dziennikarką, autorką tekstów o podróżach, jedzeniu i włoskim stylu życia. Od lat mieszka w Rzymie, prowadzi blog HeartRome i pisze o Italii z perspektywy osoby, która weszła w codzienny rytm włoskiego życia.
Włoskość była obecna w jej domu, w języku i w rodzinnych relacjach. W jej rodzinie mówiło się również po włosku, ojciec organizował „włoskie dni”, kiedy rozmawiało się tylko po włosku, a kontakty z włoską rodziną budowały naturalną więź z Italią.
Po powrocie do Włoch Pasquale jeszcze mocniej w tę włoskość wsiąkła. Właśnie z tej perspektywy czytam jej książkę: jako opowieść osoby, która pisze o włoskim stylu życia od środka.
Co składa się na włoski styl życia?
Cała książka zawiera dziewięć głównych rozdziałów, których tytuły układają się w prostą formułę: „po włosku”. Mamy więc: „Żyj po włosku”, „Myśl po włosku”, „Jedz po włosku”, „Pij po włosku”, „Noś się po włosku”, „Podróżuj po włosku”, „Kochaj po włosku”, „Baw się po włosku” i „Mów po włosku”.
Czytając tę książkę, traktowałem ją jako zbiór krótkich mini esejów o włoskości. W każdym z rozdziałów autorka zdradza tajemnice włoskiego stylu życia, pokazując, czym dla Włochów i Włoszek jest jedzenie, kawa, styl, podróżowanie, odpoczynek, muzyka i język. Odebrałem całość jako opowieść o tym, co znaczy żyć, myśleć, mówić i cieszyć się światem po włosku.

Jeść i pić po włosku
Jeżdżąc do Włoch, staram się poznawać włoską kuchnię, a w książce nie brakuje rozdziałów o jedzeniu, piciu i zasadach, o których warto pamiętać przy włoskim stole. Mnie szczególnie zaciekawił fragment poświęcony mocniejszym napojom. Maria Pasquale przypomina, że wino we Włoszech „zwykle wybiera się jako dodatek do konkretnego dania, ale przede wszystkim po to, aby wzmocnić doświadczenie kulinarne”.
To zdanie dobrze pokazuje włoskie podejście do jedzenia. Liczy się całość: kolejność dań, smak, rozmowa i dopasowanie tego, co znajduje się na talerzu i w kieliszku.
Autorka pisze też o aperitivo, czyli rytuale poprzedzającym posiłek. Pojawiają się tu takie klasyki jak Bellini, drinki oparte na Campari oraz spritz pochodzący z Wenecji Euganejskiej. Ważne jest również to, że włoski posiłek ma swoją kolejność i własne sygnały. Digestivo podane po jedzeniu oznacza, że posiłek dobiega końca.

Jak wypoczywają Włosi?
Dla osób odwiedzających Włochy może być nieco dziwne, że większość mieszkańców Italii planuje swój urlop w sierpniu. Tłumaczy to autorka w eseju o Włochach na wakacjach, o ich ulubionym plażowaniu i wciąż utrzymującym się zwyczaju brania urlopu w sierpniu.
Skoro tak, to jeśli chcemy być bardzo włoscy, jedźmy do Włoch właśnie wtedy. Tylko nie narzekajmy później, że jest drożej, tłoczno i gorąco. Włoskość w wydaniu wakacyjnym bywa piękna, ale nie zawsze wygodna.
Jak bawią się Włosi i jak się komunikują?
Spodziewałem się, że rozdział o bawieniu się po włosku autorka zacznie od piłki nożnej. Trudno się dziwić, bo calcio we Włoszech jest czymś więcej niż sportem. To emocje, wspólne przeżywanie, rozmowy, spory i poczucie przynależności. Potem pojawia się kino i muzyka, a w końcowej części książki znalazłem nawet playlistę włoskich utworów.
W książce nie mogło też zabraknąć rozdziału o języku. Pasquale podkreśla, że dla Włochów komunikacja to nie tylko słowa, lecz także emocje, ton głosu, mimika i gesty. Zaskoczyło mnie, kiedy autorka wspomniała, że we Włoszech istnieje około 250 zidentyfikowanych gestów dłoni, które w sposób niewerbalny uzupełniają rozmowy.
Czytelnik znajdzie też podpowiedzi, jak mówić, aby brzmieć grzecznie albo bardziej formalnie. To praktyczny, a jednocześnie bardzo kulturowy fragment książki. We Włoszech znaczenie ma nie tylko to, co mówisz, lecz także jak to mówisz, do kogo mówisz i w jakiej sytuacji.

Moje wrażenia po lekturze książki „Po włosku”
Muszę przyznać, że duże wrażenie zrobiło na mnie samo wydanie. „Po włosku” to książka bardzo ładnie przygotowana: w twardej oprawie, estetycznie zaprojektowana i bogato ilustrowana. Forma znakomicie komponuje się z przedmiotem opowieści.
„Po włosku” dobrze się czyta. To książka, przy której można się uśmiechnąć, pobawić włoskimi skojarzeniami i jednocześnie lepiej zrozumieć Italię oraz jej mieszkańców. Największą wartość widzę w tym, że Maria Pasquale dzieli się dużą liczbą codziennych obserwacji i pokazuje elementy składające się na włoskość.
Jako ktoś, kto od wielu lat wraca do Włoch, rozpoznawałem w tej książce wiele znanych mi sytuacji: kawiarnie, place, rodzinne stoliki w restauracjach, plaże w sezonie, rozmowy prowadzone gestami i emocje wokół piłki nożnej. A jednak czytałem Pasquale z poczuciem, że ona opisuje ten świat „po włosku”. Jak Włoszka, która tłumaczy włoskość tym, którzy ją kochają, obserwują, próbują zrozumieć i do niej wracają.


