Wenecja. Niezatapialna, Jonathan Keates

Wenecja. Niezatapialna, Jonathan Keates. Wydawnictwo Literackie

Byłem w Wenecji wiele razy i przeczytałem już kilkanaście książek poświęconych jej historii, zabytkom oraz mieszkańcom. Mimo to z zainteresowaniem sięgam po kolejne. W tym roku ponownie odwiedzę miasto nad laguną, więc „Wenecja. Niezatapialna” Jonathana Keatesa, wydana przez Wydawnictwo Literackie, trafiła do mnie w odpowiednim momencie.

Wenecji i o Wenecji – przynajmniej dla mnie – nigdy za mało.

Czy wszystko o Wenecji zostało już napisane?

Wenecja. Niezatapialna

Już we wstępie Keates przewrotnie przywołuje słowa Goethego, który w 1786 roku uznał, że wszystko, co można powiedzieć o Wenecji, zostało już powiedziane i ogłoszone drukiem.

Ucieszyło mnie, że autor nie pisze kolejnej szczegółowej historii miasta. Przybliża nam około 1600 lat jego dziejów wybiera najważniejsze momenty, procesy i postacie, skupiając się na wybranych najważniejszych momentach dziejów miasta.

Przez 20 rozdziałów książki Keates prowadzi nas od półlegendarnych początków Wenecji, przez rozwój morskiego imperium, upadek republiki i okres obcego panowania, aż po współczesne zagrożenia związane z masową turystyką, odpływem mieszkańców oraz podnoszeniem się poziomu morza. Każdy rozdział stanowi osobną opowieść, których suma daje nam obraz Wenecji na przestrzeni dziejów. Zamiast wyliczanki władców i patrycjuszy uzyskujemy łatwiejszy do zapamiętania ciąg wyrazistych zdarzeń.

Wenecja. Niezatapialna

Od dożów i kondotierów do pisarzy, malarzy i muzyków

W pierwszych rozdziałach książki dominują wielcy dożowie, kondotierzy, kupcy i dyplomaci. Wenecja buduje flotę, rozwija handel, zdobywa posiadłości i tworzy morskie imperium. Później środek ciężkości opowieści przesuwa się w stronę malarstwa, teatru, literatury i muzyki. Kiedy Republika Wenecka chyli się ku upadkowi i w końcu upada ubywa portretów polityków, żołnierzy i admirałów, a przybywa artystów, przedsiębiorców oraz ludzi związanych z życiem towarzyskim miasta.

Obraz miasta, w którym mieszka radość i zabawa, ale nie jest już europejskim graczem, dobrze oddaje przytoczony przez Keatesa fragment poematu satyrycznego „Dunciada” Alexandra Pope’a:

Tam gdzie Sekwana służalczo się wije
U stóp Burbonów – i gdzie jedwab gnije.
Dalej do Rzymu, gdzie sztuka nie przetrwała.
Wreszcie Wenecja – ot i podróż cała.
Tam na głównym ołtarzu ujrzał nagą Wenus,
Lwa dosiadającą jakby w uniesieniu.
Na falach Adriatyku nie ujrzy już floty
Dryfują tam eunuchy i Kupidyn złoty.

Nie ma już floty, która przez stulecia zapewniała republice potęgę, wpływy i bogactwo. Pozostają lew św. Marka, sztuka, opera, karnawał i legenda miasta przyciągającego przybyszów spragnionych piękna oraz przyjemności.

W dodatku republika wprowadza cenzurę i prześladuje tych, którzy wskazują drogi jej naprawy. Nawet Carlo Goldoni, który w swoich komediach utrwalał codzienne życie mieszkańców Wenecji, w pewnym momencie prezentuje swoje ostatnie weneckie działo i opuszcza miasto, do którego już nigdy nie powrócił.

Pisząc o Wenecji przełomu XIX i XX wieku Keates pisze o Gabriele d’Annunziu, ważnym zarówno dla literatury, jak i historii politycznej Włoch. Dzięki takim postaciom opowieść nie kończy się wraz z ostatnim dożą. Wenecja traci państwowość, lecz pozostaje jednym z najważniejszych miejsc europejskiej kultury.

Wenecja. Niezatapialna

Wenecja i Rzeczpospolita

Moje zainteresowanie Wenecją od dawna wiąże się także z podziwem dla ustroju jej republiki. Porównuję go z demokracją szlachecką Rzeczypospolitej, choć oba państwa funkcjonowały w nieco innych warunkach.

Wenecjanie stworzyli rozbudowany system ograniczający władzę doży. Król Rzeczypospolitej również musiał liczyć się z sejmem, prawami stanu szlacheckiego i innymi instytucjami ustrojowymi. Mechanizmy, które przez wieki chroniły oba państwa przed samowolą jednego władcy, z czasem coraz bardziej utrudniały podejmowanie decyzji i przeprowadzanie reform.

Podobny był również schyłek potęgi obu państw. Wenecja i Rzeczpospolita odniosły jeszcze w XVII wieku ważne sukcesy w wojnach z Imperium Osmańskim. W następnym stuleciu obie utraciły niepodległość: Polska wskutek rozbiorów, a Republika Wenecka pod ciosami Napoleona.

Keates wspomina w książce o zwycięstwie polskiego króla Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, z którego owoców skorzystała – przez chwilę – Wenecja, ale mnie zaskoczył inny „polski” wątek. Dotyczy on konfliktu króla Węgier Ludwika Andegaweńskiego z Wenecją. A ten król był też władcą Polski, choć my nazywamy go częściej Ludwikiem Węgierskim.

Miodowy kotek i pomnik „na San Marco”

Jedną z największych zalet książki jest styl zachęcający do dalszej lektury. Keates nie zamienia historii w wykaz dożów, wojen i traktatów. Co pewien czas podrzuca czytelnikowi szczegół, który zostaje w pamięci. Dowiedziałem się na przykład, że przydomek kondotiera Gattamelaty można przetłumaczyć jako „miodowy kotek”.

Jeszcze ciekawsza jest historia Bartolomea Colleoniego. Kondotier chciał zostać upamiętniony pomnikiem na placu św. Marka. Władze Wenecji znalazły jednak własny sposób na spełnienie jego życzenia. Monument stanął przed Scuola Grande di San Marco, czyli przy budynku noszącym imię patrona miasta.

Keates zachęca również, aby przyjrzeć się pomnikowi dokładniej. Nie napiszę dlaczego, żeby nie odbierać ci przyjemności z odkrycia tego smaczku podczas lektury i wizyty w Wenecji.

Napoleon, Austria i niepodległość odzyskana na chwilę

Stosunek do Napoleona w Polsce jest całkiem inny niż w Wenecji, dlatego duże wrażenie zrobił na mnie opis grabieży dzieł sztuki, ale też armat z brązu i innych przedmiotów, dokonanych po zajęciu Wenecji przez wojska napoleońskie. Wywożenie dzieł sztuki, niszczenie symboli dawnej republiki i podporządkowywanie miasta nowej władzy kojarzyło mi się z zachowaniem zaborców na ziemiach polskich. Tak, jak w Polsce symbolem było zniszczenie fortepianu Chopina, tok w Wenecji – spalenie reprezentacyjnego statku doży – Bucentaura.

Wiedziałem, że po epoce napoleońskiej miasto weszło w skład podporządkowanego Austrii Królestwa Lombardzko-Weneckiego. Zaskoczyła mnie jednak opowieść o tym, że Wenecjanie odzyskali na chwilę niepodległość. W czasie Wiosny Ludów proklamowali Republikę Świętego Marka z Danielem Maninem na czele. Państwo przetrwało do sierpnia 1849 roku, kiedy po długiej obronie Wenecja ponownie znalazła się pod panowaniem austriackim. W 1866 roku została przyłączona do Królestwa Włoch, a jej dalsze dzieje toczyły się już w ramach zjednoczonego państwa włoskiego, od 1946 roku – republiki.

Keates prowadzi swoją opowieść również przez okres I wojny światowej. Wenecję bombardowało wówczas lotnictwo austro-węgierskie. W wyniku nalotów ucierpiały budynki i dzieła sztuki, między innymi kościół Santa Maria degli Scalzi z freskami Giovanniego Battisty Tiepola. Ten fragment przypomina, że poddani cesarza Austrii nie byli wyłącznie miłośnikami walca.

Czy warto przeczytać „Wenecję. Niezatapialną”?

„Wenecja. Niezatapialna” została wydana bardzo starannie, w twardej oprawie, z dużą ilością zdjęć, map i ilustracji. Jej autor prowadzi czytelnika przez szesnaście stuleci historii miasta, zatrzymując się przy kluczowych wydarzeniach, opowiadając o ludziach i ubarwiając opowieść anegdotami, które pozwalają zrozumieć fenomen miasta.

Dla czytelnika, który rozpoczyna poznawanie historii „miasta na wodzie” będzie to ciekawe wprowadzenie. Podróżnik, który odwiedzał Wenecję wielokrotnie i przeczytał już kilka poświęconych jej książek, znajdzie tu kolejne postacie, historie i smaczki.

Sam po lekturze jeszcze bardziej czekam na następny wyjazd. Zapewne ponownie przejdę obok pomnika Colleoniego, tym razem przyglądając mu się znacznie uważniej.

Goethe uważał, że wszystko zostało już o Wenecji napisane. Na szczęście kolejni autorzy nadal opowiadają o Wenecji na nowo. Wenecji i o Wenecji – przynajmniej dla mnie – nigdy za mało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *