Legenda żeglujących gór

Legenda żeglujących gór, P. Rumiz

Curiosità: il famoso antropologo Bronisław Malinowski si stabilì a Soprabolzano per il periodo estivo dal 1923 al 1938. Na to zdanie zapisane na stronie alto-adige.com naprowadził mnie Paolo Rumiz. W książce „Legenda żeglujących gór” opisał spotkanie z Ryszardem Kapuścińskim, który przebywając w Bolzano udał się do domu, w którym mieszkał przez 15 lat Bronisław Malinowski.

Książka – włóczega

Legenda żeglujących gór to opowieść o włóczędze po Włoszech, liczącej osiem tysięcy kilometrów, jaką odbył Paolo Rumiz przemierzając góry Italii. Nie jest to jednak książka o górach albo nie wyłącznie o górach, lecz o ludziach, jakich spotykał po drodze. Ludziach i historiach, jakie opowiadali lub jakimi byli.

Jedna z części książki jest opisem podróży Fiatem Topolino przez Apeniny, gdzie do ducha gór i ducha spotkań dołącza samochód z duszą – wspomniany Fiat. Ten dwuosobowy pojazd, zaprezentowany po raz pierwszy w 1936 roku, był produkowany w Turynie do roku 1955. Ponieważ Topolino kosztował mniej niż 10 tys. ówczesnych lirów, stał się symbolem masowej motoryzacji we Włoszech. I takim to właśnie pojazdem porusza się autor budząc wspomnienia napotykanych po drodze osób.

Fiat Topolino
Fiat Topolino
Foto: Wikipedia

Wielkie buciory i spotkanie trzech reporterów

W podrozdziale „Od szczytów Brenty do Inn” Paolo Rumiz opisuje swoje spotkanie z Ryszardem Kapuścińskim, jakie miało miejsce na dwa miesiące przed śmiercią polskiego reportera, w Bolzano:

Ma wielkie buciory, zmierzwioną sierść i tatarskie oczy. (…)

Chodził z trudem, małymi kroczkami, często wpatrzony w swoje buty. Na płaskowyżu Renon wsiadamy do małej kolejki, która brzęcząc hałaśliwie, wiezie nas do secesyjnego domku Bronisława Malinowskiego, polskiego antropologa, który podróżował po Oceanii, położył fundamenty reportażu, i tu, w Górnej Adydze, spędził piętnaście lat między dwoma wojnami światowymi(…).

Tak oto na kartach książki spotyka się trzech reporterów – ku mojej uciesze, dwóch jest z Polski. Kapuściński w ciekawy sposób tłumaczy, gdzie mu się dobrze pisze:

Malinowski spędził tu piętnaście lat i nie napisał ani linijki. Zastanów się dlaczego. To jasne: piękno rozprasza. Żadnych panoram. Trzeba unikać rozproszeń, zostać sam na sam ze swoją pamięcią.

Pobożny niedźwiedź

Czytając książkę zachwycała mnie umiejętność słuchania, jaką posiada Paolo Rumiz. Kiedy spotyka ludzi, nie zasypuje ich swoimi przemyśleniami, ale słucha i zapisuje ich słowa w pamięci, a potem dzieli się nimi ze swoimi czytelnikami.

Oto jedna z takich pysznych opowieści o ateiście, który wędrował po lesie:

Człowiek ten spacerował oczarowany drzewami, rzekami, kwiatami, gdy nagle usłyszał poruszenie w krzakach za swoimi plecami. Odwrócił się i zobaczył niedźwiedzia, który chciał go zaatakować. Rzucił się do ucieczki, ale się potknął i niedźwiedź znalazł się tuż nad nim. Wtedy ateista zawołał „O mój Boże!”. Czas się zatrzymał, niedźwiedź również, las ucichł. Światłość spłynęła na mężczyznę i rozległ się grzmiący głos: „Jakże to? Zawsze przeczyłeś mojemu istnieniu, a teraz oczekujesz mojej pomocy”. „Nie chcę być hipokrytą – powiedział ateista – ale mógłbyś sprawić, żeby niedźwiedź się nawrócił”. „Niech tak będzie” – odrzekła głos. Znów dały się słyszeć odgłosy lasu, ale w tonacji śpiewu gregoriańskiego. Niedźwiedź opuścił łapę, którą już miał zadać cios, uniósł drugą i złożył je razem do modlitwy. Pochylił łeb i pomodlił się: „Panie, pobłogosław te dary, które będziemy spożywali”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *