Bombardowanie Włoch ksiązka

Bombardate l’Italia, M. Gioannini, G. Massobrio

Książki poświęconej bombardowaniom Włoch w czasie II wojny światowej szukałem dość długo, zamawiałem kilka razy, a kiedy już do mnie dotarła książka Bombardate l’Italia. Storia della guerra distruzione aerea 1940-1945 – poczułem smutek i małe rozczarowanie.

Małe rozczarowanie

Ponad 500-stronicowe dzieło autorstwa Marco Gioanniniego i Giulia Massobrio jest wyczerpującym studium bombardowań, jakich doznały Włochy w latach 1940-1945 początkowo alianckich, a od czasu lądowania aliantów na Sycylii – również niemieckich. Skąd zatem wzięło się moje rozczarowanie, skoro autorzy przyłożyli się do swojej pracy? Otóż jak się okazało po rozpakowaniu paczki z książką, zdjęcie zbombardowanego Turynu (24.07.1944), zamieszczone na okładce, jest jedynym zdjęciem w całym opracowaniu. To trochę mało, aby uzmysłowić sobie ogrom zniszczeń, a potem docenić trud odbudowy.

Smutek

Moja miłość do Italii powoduje, że czytam sprawozdania z bombardowania włoskich miast ze smutkiem. Wiem, że gdyby Włochy nie przystąpiły do wojny po stronie Niemiec, to mogły przeżyć II wojnę światową jak Hiszpania. Znając tragedie wielu polskich miast zbombardowanych przez Niemców, nie odczuwam satysfakcji, że sojusznikowi Hitlera też się dostało. Rozumiem realia wojny, ale mi smutno, kiedy czytam o bezpowrotnie straconych zabytkach, a potem oglądam miejsca, w których już nie ma tego czym pisał np. Muratow.

Z jednej strony boleję nad zagładą Camposanto, a z drugiej cieszę się, że „obrońcy skarbów” (nieoceniony Frederick Hartt) ruszyli na ratunek Italii i sporządzili listę celów, jakie powinny być oszczędzane podczas bombardowań. I chociaż znajdą się tacy, którzy powiedzą „nie szkoda róż, gdy płonie las”, ale mnie poraża lista wybranych obiektów (ss. 423-424), jakie zostały zniszczone lub uszkodzone, w tym freski Mantegni w Padwie, zabytki Pompejów np. dom Fauna, czy też opactwo na Monte Cassino.

Tragedia w Bari – polskie ślady

Książka zawiera wiele szczegółowych opisów bombardowań włoskich miast oraz regionów, a jednocześnie przypomina o wydarzeniach, jakie są rzadko opisywane w innych źródłach. Do nich należy opis niemieckiego bombardowania portu w Bari 2 grudnia 1943 roku. To właśnie wieczorem tego dnia – o 21.30 – niemieckie bomby trafiły w amerykański statek „John Harvey”, na którego pokładzie znajdowało się 100 ton (około 2000 szt.)  bomb z iperytem. Taki nieszczęśliwy przypadek spowodował, że chociaż w czasie II wojny światowej nie używano gazów bojowych, to w Bari prawie 1000 osób (cywilów i wojskowych) ucierpiało od gazu musztardowego, a 69 zmarło.

Nalotem kierował marszałek polny Wolfram von Richthofen, kuzyn Manfreda, zwanego Czerwonym Baronem.

Niemiecki atak lotniczy na Bari był nazywany drugim Pearl Harbor, ponieważ w jego wyniku zostało zatopionych 17 statków alianckich, a siedem zostało poważnie uszkodzonych. Wśród zatopionych jednostek były dwie polski – „Lwów” i „Puck”. Wprawdzie w książce nie przeczytamy o polskich statkach, ale to informacja o ataku na Bari naprowadziła mnie na polskie ślady.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *